Tureckie wybrzeże między Bodrum a Antalyą nazywa się Turkusowym nie bez powodu. Góry Taurus schodzą tu prosto do morza, sosny rosną do samej linii wody, a w zatokach, do których nie prowadzi żadna droga, stoją likijskie grobowce sprzed dwóch i pół tysiąca lat. To stąd pochodzi „błękitny rejs” — mavi yolculuk — czyli pomysł, żeby pływać powoli od zatoki do zatoki, kąpać się, jeść i nigdzie się nie spieszyć.
Dla załogi czarterowej Turcja oznacza trzy rzeczy: bardzo dobre mariny w cenach niższych niż na zachodzie Morza Śródziemnego, restauracje z własnymi pomostami w najdzikszych zatokach oraz wiatr, który jest przewidywalny i mocny w Bodrum, a łagodny w Zatoce Fethiye. Do tego gościnność, o której wraca się z opowieściami.



