Włochy mają ponad siedem tysięcy kilometrów wybrzeża i żeglarsko są kilkoma krajami naraz. Wybrzeże Amalfi i wyspy Zatoki Neapolitańskiej to pionowe miasteczka i cytrynowe tarasy, Sardynia — granit i woda w kolorze, którego nie powstydziłyby się Karaiby, Wyspy Liparyjskie — siedem wulkanów, z których dwa są czynne, Toskania — Elba i mniejsze wyspy archipelagu. Do tego dochodzi kuchnia, dla której wiele załóg planuje trasę od portu do portu, a nie od zatoki do zatoki.
To akwen bardziej wymagający organizacyjnie niż Chorwacja czy Morze Jońskie. Porty są droższe, w sierpniu zatłoczone, kotwicowiska częściej otwarte na falę, a morskie obszary chronione mają strefy z zakazem wpływania. W zamian dostaje się miejsca, których nie ma nigdzie indziej — i wyraźnie mniej jachtów czarterowych poza kilkoma najsłynniejszymi punktami.



